Jaki to dzis dzien? A tak, to niedziela. Od kilku dni kazdy jest bardzo podobny do poprzedniego, wiec musze sie chwile zastanowic. Rano 'czesc' i buziak, wstajemy popoludniu, szybki obiad, doslownie chwila razem i juz wychodzimy. Mijamy swiatla, jedne drugie, buziak i juz znikasz w pustym autobusie zastepujacym metro. Ja wracam do pokoju gdzie jeszcze czuje zapach Twoich perfum. Wracaja tez czarne mysli, ktorych wcale nie zamawialam. Nawet nie wiem skad sie biora, bo przy Tobie 'trzymanie sie' idzie mi calkiem niezle. Powtarzam sobie, ze przeciez ogolnie to wcale nie jest tak zle jak sie moze wydawac i ze to tylko chwilowe.
Takich niedziel jak ta dzisiaj nie lubie. Musze isc po szybkie zakupy, mijam wielu ludzi po drodze i zastanawiam sie co moze byc tak wazne od niedzielnego odpoczynku gdzies w parku ze znajomymi czy za miastem lub po prostu w domu.
A oni biegna. Biegna niewiadomo gdzie i po co. Tu kazdy dzien taki. Kazdy sie gdzies spieszy, dokads pedzi. I tylko slychac 'sorry' jesli przypadkiem zachaczy Cie torba. Ale zeby niedziela nie roznila sie niczym innym od pozostalych dni tygodnia? Nie pasuje mi to. Wrecz zle sie z tym czuje. Mam wrazenie, ze jakis cykl po prostu jest zaburzony, ze cos jest nie tak jak byc powinno. W moim poprzednim 'swiecie' kazda niedziela byla jak.. swieto. Owszem, czasami balam sie jej, bo np. zbyt pozno wrocilam do domu i rodzice mogli sie o to wkurzac. Ale koniec koncow niedziela w moich oczach to sloneczny cieply dzien, z rodzinnym obiadem po godzinie 14 i spacerem nad Nogat.
Kurcze, dlaczego dopiero teraz zauwazam, ze tak bardzo je lubilam. Dlaczego nie mozna doceniac czegos jak sie to ma a nie dopiero gdy sie straci?
Najgorsze, ze ja dzisiaj tez bieglam. Ale mimo to, bardzo nie chce przywyknac do tych londynskich niedziel. Nie chce sie w to wtopic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz