Ponad godzinna rozmowa z mamą ma dla mnie zbawienne znaczenie, jak się okazuje. Wydaje mi się, że trochę uspokoiła moje zszargane i niespokojne myśli. Nawet nie musiała mówić nic nadzwyczajnego, po prostu dobrze ją słyszeć i zobaczyć.Oj nawet nie wie jak mi pomogła.
Jutro ważny dzień, może w końcu coś się ruszy. Chciałabym żeby się ruszyło, bo czuję się trochu niepotrzebna.. Ł jest na wyczerpaniu po nockach, a ja nie mam pojęcia jak mu pomóc, jakoś pocieszyć, wesprzeć.. Staram się, ale co ja mogę. Mogę jedynie ruszyć cztery litery i też coś znaleźć, więc taki na razie jest plan. A kolejny podpunkt w planie? Dalej marzyć.
"Jak człowiek nie marzy, umiera".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz