sobota, 31 sierpnia 2013

a tu zaraz niedziela

Mam jeszcze chwile zanim oddam sie w rece Morfeusza na kilka dobrych godzin. Swoja droga myslalam, ze spiac do 13 godziny, teraz bede w miare wypoczeta. A tu juz grubo po 23, a ja jednak spiaca. Moze to za sprawa babysittingu? Dzisiaj mialam swoj pierwszy i pewnie nie ostatni w zyciu. Stos rzeczy do wyprasowania (prawie jak calej mojej szescioosobowej rodzinki) i dwie szalone prawie juz nastolatki. Dzieki Bogu, ze telewizja wciagnela je na tyle, ze nie musialam ich ogarniac i przywolywac do porzadku. 'You must be very strict for them!'. Chcialo mi sie powiedziec ''kobieto, ja nawet nie potrafie porzadnie nakrzyczec na moja siostre kiedy cos broi, a co dopiero na obce dzieci, prawie nastolatki!''.
Swoja droga stwierdzam, ze niektore dzieci maja w tym kraju jak w raju. Te z dzisiaj na pewno. Wielka kolorowa chata, ogromne lozka, ogolnie bardzo przytulny domek. Kuchania oblozona slodyczami i owocami, w pokoju mnostwo gier i filmow. ''Takie to sie tu nie nudza'' pomyslalam. A potem pomyslalam o moim dziecinstwie, ktore troche sie roznilo. Ale nastepna mysl.. Kurcze, przeciez bylo super! Nawet bez komputera czy seriali jakie teraz nagrywaja dla dzieciakow ze smiechem w tle, ktorego tak naprawde nikt nie czai. No a myslac o dziecinstwie znowu chcac nie chcac zatesknilo mi sie za domem..
Dzis sobota. Co robilabym o tej porze w domu?
Moze jakis mecz z tata, albo serial z K, albo po prostu siedzenie u A w pokoju i palenie glupa. Babcia powoli gasi swiatlo i kladzie sie spac, a ja uderzam do kuchni po jeszcze jeden kawalek ciasta, ktore zrobilam kilka godzin temu. Mama juz raczej spi, bo jest zmeczona, ona w sobote nigdy sie nie nudzi i zawsze znajdzie sobie jakies zajecie. Barcelona znowu wygrywa. Robi sie pozno.
Zegnam sie ostatnim smsem z L, zegnam sie z tata i dziewczynami i ide do swojego pokoju, starajac sie jak najciszej zamknac za soba drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz