Czekam z utęsknieniem na te wieczory przy gorącej herbacie i jakiejś dobrej muzyce, które będą tylko nasze. Czekam aż to wszystko się poukłada, choć specjalnie się na to nie zanosi. Ale ja wierzę..
Kiedy to będziemy się dobrze czuli tam gdzie będziemy, a ja nie będę musiała się z Tobą żegnać zasypiając samotnie.
Jednak na razie muszę się zadowolić tymi jednorazowymi wypadami do centrum, które są przecież wspaniałe, ale o wiele za szybko mijają. Ostatni piątek znowu nad Tamizą, po serii małych niepowodzeń w postaci zgubienia przez Ciebie teczki z dokumentami i nieprzyjęcia mnie do pracy. I tak było fajnie! Bilety całodniowe to dobra rzecz! Najpierw Old Street i szukanie muzea, którego nigdzie nie było, potem przepyszne ciastka z białą czekoladą, London Bridge i przesympatyczny Anglik, którego dziewczyna uczyła polskich "brzydkich" słów, w przekonaniu, że są "ładne", następnie Tamiza, Piccadilly Circus i ten ogromny telebim, który już daaawno chciałeś mi pokazać (że też nie zrobiłam zdjęcia! ;/), i M&M's World, którego zapach po 10 minutach przyprawiał mnie o ból głowy i znów Tamiza a raczej park naprzeciwko niej i "butelczyna" owocowego wina. Wracamy mega zmęczeni, ale za to z jaką radością w sercach!
A potem już sam na sam.
I z marzeniem o następnym takim wypadzie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz