Mam jeszcze chwile zanim oddam sie w rece Morfeusza na kilka dobrych godzin. Swoja droga myslalam, ze spiac do 13 godziny, teraz bede w miare wypoczeta. A tu juz grubo po 23, a ja jednak spiaca. Moze to za sprawa babysittingu? Dzisiaj mialam swoj pierwszy i pewnie nie ostatni w zyciu. Stos rzeczy do wyprasowania (prawie jak calej mojej szescioosobowej rodzinki) i dwie szalone prawie juz nastolatki. Dzieki Bogu, ze telewizja wciagnela je na tyle, ze nie musialam ich ogarniac i przywolywac do porzadku. 'You must be very strict for them!'. Chcialo mi sie powiedziec ''kobieto, ja nawet nie potrafie porzadnie nakrzyczec na moja siostre kiedy cos broi, a co dopiero na obce dzieci, prawie nastolatki!''.
Swoja droga stwierdzam, ze niektore dzieci maja w tym kraju jak w raju. Te z dzisiaj na pewno. Wielka kolorowa chata, ogromne lozka, ogolnie bardzo przytulny domek. Kuchania oblozona slodyczami i owocami, w pokoju mnostwo gier i filmow. ''Takie to sie tu nie nudza'' pomyslalam. A potem pomyslalam o moim dziecinstwie, ktore troche sie roznilo. Ale nastepna mysl.. Kurcze, przeciez bylo super! Nawet bez komputera czy seriali jakie teraz nagrywaja dla dzieciakow ze smiechem w tle, ktorego tak naprawde nikt nie czai. No a myslac o dziecinstwie znowu chcac nie chcac zatesknilo mi sie za domem..
Dzis sobota. Co robilabym o tej porze w domu?
Moze jakis mecz z tata, albo serial z K, albo po prostu siedzenie u A w pokoju i palenie glupa. Babcia powoli gasi swiatlo i kladzie sie spac, a ja uderzam do kuchni po jeszcze jeden kawalek ciasta, ktore zrobilam kilka godzin temu. Mama juz raczej spi, bo jest zmeczona, ona w sobote nigdy sie nie nudzi i zawsze znajdzie sobie jakies zajecie. Barcelona znowu wygrywa. Robi sie pozno.
Zegnam sie ostatnim smsem z L, zegnam sie z tata i dziewczynami i ide do swojego pokoju, starajac sie jak najciszej zamknac za soba drzwi.
sobota, 31 sierpnia 2013
piątek, 30 sierpnia 2013
No, ale...
wakacje nie moga przeciez trwac w nieskonczonosc. Za mna juz kilka rozmow, kilka niemilych momentow, kiedy slyszysz, ze ktos kieruje do Ciebie pytanie, a Ty ni huhu nie ogarniasz jaka mogla byc jego tresc. Zanim tu przyjechalam nie nalezalam ani do odwaznych, ani do towarzyskich, ani otwartych ludzi. Zwykle chowalam sie za grzywka i przekonywalam siebie w duchu, ze przeciez mam swoje zdanie, wiec dlaczego tak trudno jest je powiedziec. Co innego w gronie przyjaciol oczywiscie. Jednak do dzis A. wypomina mi jak to wstydzilam sie isc cos kupic do sklepu, a L. ze zawsze to on dzwoni po pizze. Dzis wydaje mi sie, ze bylambym troche pewniejsza siebie, gdybym tylko mogla wszystko zalatwic po polsku. Moze to naiwne myslenie, moze tylko mi sie wydaje, ze tak by bylo. Jednak tu wszystko wyglada inaczej. Kiedy ide do sklepu 5 razy zastanawiam sie co powiedziec, czy aby na pewno znam wszystkie slowka i czy sprzedawca skuma o co mi chodzi. Straszne. Nie lubie kiedy musze sie powtarzac, choc wiem, ze czasami niewyraznie mowe. Taki ot paradoks.
Dwa razy zadano mi dzis pytanie czy chce wrocic do Polski. Owszem, z jednej strony chce. Tesknota wkrada sie do moich mysli kilkanascie razy na dzien, czasem jej owocem jest jakas mala lezka paletajaca sie gdzies w kaciku oka. Czasem jest tak, ze widzac jakas kobiete w parku czy na ulicy, widze moja mame i to jest chyba najgorsze. Najstraszniejsza rzecza w tym wszystkim wcale nie jest to, ze jej tu ze mna nie ma, ale to, ze jest tak daleko. I pomyslec, ze mam 20 lat... Troche mi wstyd jak sobie to uswiadamiam, ale nie moge tego opanowac.
Z drugiej strony jak na razie w Polsce nie widze dla siebie miejsca. Nie chce isc na byle jakie studia, wybrane pod wplywem chwili. Tak zrobilam juz raz i nie byla to najtrafniejsza decyzja. Zreszta przyniosla ona wiele zlego i bardzo bym chciala cofnac czas i zawrocic.
Z trzeciej zas strony, chyba najwazniejszej, nie chce tam wracac bez L, a wiem, ze tak by byc musialo.
Tak wiec ''nie mow mi, ze chciec to moc''.
Dobranoc
Dwa razy zadano mi dzis pytanie czy chce wrocic do Polski. Owszem, z jednej strony chce. Tesknota wkrada sie do moich mysli kilkanascie razy na dzien, czasem jej owocem jest jakas mala lezka paletajaca sie gdzies w kaciku oka. Czasem jest tak, ze widzac jakas kobiete w parku czy na ulicy, widze moja mame i to jest chyba najgorsze. Najstraszniejsza rzecza w tym wszystkim wcale nie jest to, ze jej tu ze mna nie ma, ale to, ze jest tak daleko. I pomyslec, ze mam 20 lat... Troche mi wstyd jak sobie to uswiadamiam, ale nie moge tego opanowac.
Z drugiej strony jak na razie w Polsce nie widze dla siebie miejsca. Nie chce isc na byle jakie studia, wybrane pod wplywem chwili. Tak zrobilam juz raz i nie byla to najtrafniejsza decyzja. Zreszta przyniosla ona wiele zlego i bardzo bym chciala cofnac czas i zawrocic.
Z trzeciej zas strony, chyba najwazniejszej, nie chce tam wracac bez L, a wiem, ze tak by byc musialo.
Tak wiec ''nie mow mi, ze chciec to moc''.
Dobranoc
czwartek, 29 sierpnia 2013
i tak, o..
Wczoraj minęły dwa miesiące odkąd jestem tutaj. 'Tutaj' czyt. w Londynie. Musze przyznać, że pierwsze dni były nie do końca takie jak sobie wyobrażałam. Nawet śmiałam się do mojego Ł że czuję się jak w Simsach. Pełno obcych różnych ludzi, mówiących jakimś dziwnym językiem, który ma być angielskim, ale bardzo odbiega od tego angielskiego, który wpajali mi w szkole czy potem na studiach. Myślałam, że coś ogarniam, a tymczasem ogarniam bardzo mało. Tak się zastanawiam co ja tam wgl robiłam, ale mniejsza o to. Londyn nawet da się lubić. pod warunkiem, że się trochę do niego przyzwyczaisz i ogarniesz ten szok zaraz po przyjeździe. Kiedy pierwszego dnia na lotnisku zobaczyłam, że nieźle pada i przywitała nas typowo londyńska pogoda to naszła mnie, może odrobinę naiwna myśl, że to na szczęście. Jak na razie minęły dwa miesiące i mogę je zaliczyć do wspaniałych wakacji. Byliśmy pod Big Benem, byliśmy nad Tamizą, przed pałacem Buckingham i w muzeach i w parkach i tu i tam i fajnie jest, fajnie było, ale nie wiem co będzie. To największa zagadka, a jednocześnie najbardziej mnie nurtująca. Ale jeśli nie tu to gdzie nam się uda? Uda nam się wgl? Czuję, że musi, bo kurcze.. jestem z nim naprawdę szczęśliwa. Myślałam, że będzie miedzy nami sporo kłótni, skoro będziemy widzieć się dzień w dzień i to jeszcze non-stop z powodu braku pracy. A jednak nie. Trochę się bałam, że będzie dla mnie jedyną jedną najbliższą osobą w tym dalekim świecie i, że w pewnych momentach będzie to dla mnie troszkę za mało, ale zawsze kiedy cholernie mi się zatęskni czy to za domem, czy to za przyjaciółmi, to ON jest obok i wystarczy, że mocno mnie do siebie przytuli, a już mi lepiej. Wiem, że to rozumie jak mało kto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)