piątek, 6 września 2013

taki piątek z dupy wzięty

Wychodzę dziś na dłuższy spacer, a jednocześnie na poszukiwania pracy. Ulubione kawałki na słuchawkach i jakoś pokonuję te kilometry, bo droga daleka. Jakiś kierowca ustępuje mi miejsca na przejściu, co mnie trochę dziwi, gdyż wyglądam tak samo beznadziejnie jak się czuję. Pogoda zaczyna nie sprzyjać i w końcu dopada mnie mżawka, która w mgnieniu oka zamienia się w ulewę. Szukam jakiegoś schronienia i znajduję przystanek autobusowy. Docieram tam wprawdzie trochę zmoczona, ale z myślą, że już nie będę bardziej. Myślę, że gdybym paliła to w tamtym momencie bym sobie tego nie żałowała. Przyjeżdża jeden autobus za drugim, ale żaden nie jest mój.
Ja nadal nie mam swojego autobusu

3 komentarze:

  1. a może nasz autobus jest autobusem widmo? pojawia się raz na jakiś czas o wyznaczonej fazie księżyca i w wyznaczonym miejscu..

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieję, że nie jest tak jak piszesz.. ja czekam na taki, który zawiezie mnie w bezpieczne miejsce, którym mam nadzieje będzie mój dom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyjedzie. podwiezie Cie tam. jeszcze całe życie przed Tobą!

      Usuń